Wizualizacja Sielanka II A

Wizualizacja Sielanka II A

piątek, 6 grudnia 2013

Silny wiatr - Orkan Ksawery

Dopóki nie mieliśmy rozpoczętej budowy domu, prognozy pogody nie miały dla mnie większego znaczenia. Od kiedy powstały mury, a później wydłużał się etap przykrycia budowy dachem zacząłem z wielką uwagą śledzić to co dzieje się za oknem.
W trakcie deskowania dachu zapowiedzi nadchodzącego deszczu były dla mnie stresujące i niepokojące.
Tym razem, w poniedziałkowy poranek przeczytałem w internecie, że zbliża się do Polski silny wiatr, który w porywach może osiągać nawet 120km/h. Wow, ... no to będzie jazda! Miałem jednak nadzieje, że na drugi dzień ten alarm zostanie odwołany, że meteorolodzy stwierdzą, że orkan zmienił kierunek i nie porusza się już w kierunku Polski. Prognozy jednak cały czas były alarmujące.
Wczoraj, w czwartek wieczorem zacząłem się już martwić, straciłem humor. W Poznaniu mieszkamy na 7 piętrze, o godzinie 23 z okna doskonale było widać co dzieje się nad miastem. Wyglądało to strasznie, śnieg i silny wiatr ograniczał widoczność na odległość do kilkudziesięciu metrów od okna. Powagi całej sytuacji dodało uderzenie pioruna (burza!) i jasne błyski!
Dziś (w piątek) z samego rana zadzwoniłem do taty, żeby dowiedzieć się jak wygląda sytuacja na budowie (oddalona o 90km za wschód od Poznania). "Przy kominie trochę podwiewa papę ale ogólnie jest w porządku, jest za silny wiatr, żeby wchodzić teraz na rusztowanie, jutro poprawimy!"
No to mnie trochę uspokoiło.
W pracy siedzę jak na szpilkach, chcę już jechać, zobaczyć nasz dom, niech ten wiatr już sobie pójdzie!

Takie chwile uświadamiają mi jak potężna i silna jest natura!

Czasami, podczas pracy na budowie, mówi się, że coś wystarczy zrobić tak i będzie dobrze. Z reguły oceniamy to biorąc pod uwagę warunki jakie panują w danej chwili.
Zawsze należy zastanowić się, co będzie jeżeli zmieni się pogoda, wilgotność czy na przykład pojawią się w domu dzieci. Czy nasze rozwiązanie wtedy też zachowa się prawidłowo, tak jak tego oczekujemy? Wydaje mi się, że dzięki takiemu podejściu, będziemy mogli spać spokojniej ....

Ja się już tego nauczyłem, to, że w tej chwili nie ma np. bardzo dużych opadów deszczu, nie znaczy, że nie należy się przed nim zabezpieczyć już teraz!

Godzina 14:00 Urywam się z pracy, dziś mam spotkanie z przedstawicielem handlowym firmy produkującej gonty dachowe, tak więc ruszam do domu...

Trzymajcie się!





środa, 27 listopada 2013

Drzewa w ogrodzie

Dawno nic nie pisałam, Piotr przejął bloga pisząc o sprawach technicznych, na których ja znam się...dość mocno....średnio;)
Na budowie jest już spokojniej niż jeszcze miesiąc wcześniej - mamy dość niskie temperatury.
Jednak, nim temperatury spadły, zdążyliśmy zrobić coś z czego jestem bardzo zadowolona i mam nadzieję, że za jakiś czas dzięki temu "zabiegowi' będzie pięknie na naszej działce. A mianowicie - wsadziliśmy kilka drzewek :)
Co prawda w tej chwili nie mamy możliwości obsadzania działki tak jakbyśmy chcieli, ale w miejscach dostępnych wsadziliśmy: 2 buki, leszczynę, sosnę, orzecha oraz 4 pędy naszej wierzby mandżurskiej, która od wiosny rosła w donicy.
Powiem szczerze, że na samym początku budowy mówiliśmy, że na naszej działce będziemy mieć same iglaki, bo po co tracić czas na zgrabianie liści. Ale w miarę postępów na budowie zaczęliśmy zmieniać zdanie, m.in dlatego, że drzewa liściaste tak pięknie kwitną :) Poza tym niedawno usłyszałam mądre słowa: iglaki są piękne, jak kobieta w czerni - dostojna jednak nudna. Natomiast drzewa liściaste to kobieta w czerwieni, która na pewno przyciąga uwagę. Iglaki są pięknym tłem, ale drzewa liściaste muszą gościć w ogrodzie, inaczej będzie on ubogi. Dlatego w naszym ogrodzie będą i igły i liście :)

Buk - sztuk 2

Leszczyna

Sosenka

Wierzba mandżurska - fajnie, jakby te 4 pędy połączyły się w jeden duuuuuży pień ;)
Mam nadzieję, że drzewka się przyjmą i że na wiosnę będziemy mogli sadzić kolejne.



wtorek, 12 listopada 2013

Post Techniczny - Drenaż! Jak go dobrze zrobić?

Wszystkich Czytelników bloga bardzo proszę o rady, może macie większe doświadczenia z drenażem terenu, bo moje pomysły się już wyczerpują.

Obok miejsca gdzie powstaje dom często po deszczu zaczyna gromadzić się w zaniżeniach woda, sporo wody, właściwie to bardzo duże ilości, robi się jeziorko.
Warunki glebowe na działce sprzyjają takiej sytuacji, ponieważ pod warstwą ziemi jest glina, której przepuszczalność wody jest znacząco mniejsza.
Jakiś czas temu stwierdziliśmy, że trzeba zrobić drenaż, szczególnie w miejscu gdzie wody jest najwięcej.
Latem wyczekaliśmy moment kiedy będzie sucho i minikoparką wykopaliśmy wąski rowek (ok. 10m), głębokość jakieś 100cm. Na spód wsypałem 10cm warstwę grubego piasku. Piasek nieco zagęściłem i uformowałem odpowiedni spad. Na tak przygotowane podłoże ułożyłem rurkę drenarską, żółtą, karbowaną z otworkami fi 50 owiniętą we wcześniej uszyty rękaw z geowłókniny. Wyglądało super. Rurę zasypałem tym samym piaskiem - też ok. 10 cm. Resztę wykopu uzupełniłem tym co wykopałem, czyli glina z ziemią.
Na jednym końcu, w najniższym miejscu drenażu zrobiłem studzienkę z karbowanej rury fi 315, żeby było widać jak drenaż pracuje.

Przyszedł deszcz.... a woda jak stała tak stoi. Pomyślałem, że woda musi znaleźć sobie drogę od powierzchni aż do rurki. Minęło kilka dni, wody nie ubywa, w studzience rewizyjnej sucho! Dlaczego nie sączy?

Kilka tygodni później, studzienka nadal sucha a woda na powierzchni już zielenieje.

Odkopałem drenaż (tym razem ręcznie), ktoś podpowiedział, że pewnie ten kołnierz z geowłókniny się zamulił od gliny i nie przesącza wody. Posłuchałem rady.
Wyjąłem rurę, zdjąłem geowłókninę, ułożyłem rurę na warstwie piasku z odpowiednim spadem, okres pożniwny więc wrzuciłem do wykopu warstwę słomy (tak podpowiadali ludzie, którzy robią drenaże), na rurę warstwa słomy, na to ziemia z wykopu, która była już w tym momencie mieszaniną piasku, gliny i ziemi.

Znów czekałem na deszcz....

Był deszcz... a w studzience znów sucho..... Ręce mi opadły i zrobiło się smutno... co robię nie tak? Wszystkie poradniki w internecie przestudiowałem, przecież zrobienie drenażu to nie budowa promu kosmicznego!

Żeby upewnić się, że rurka jest cały czas drożna odkopałem zakończenie drenażu, włożyłem wąż z wodą i delikatnie odkręciłem. Po chwili pokazała się czysta woda w studzience. Dla pewności włożyłem do rurki cały wąż, aż do studzienki, żeby mieć 100% pewności, że rurka jest drożna i czysta.

Rozumiem, że w innych miejscach działki woda przesącza się wgłąb wolniej lub całkowicie wolno bo ziemia jest ujeżdżona wielokrotnie przez ciężki transport z cegłami, piaskiem, betonem, stropem itd.ale dlaczego w miejscu gdzie ziemia jest rozluźniona, czyli w linii samego wykopu, wprost nad rurką drenarską stoi woda?
Wykonałem pewien eksperyment. Chodząc po tej wodzie długim, gładkim, tępo zakończonym drutem nakłuwałem ziemie do samej rurki drenarskiej. Pręt wchodził w ziemie bez żadnego wysiłku, lekko i delikatnie (znaczy, że ziemia nie jest ubita), spod drutu wychodziły duże bąble powietrza..... a woda z rurki ...... nadal nie leci!!!

Pewnie większość ludzi winić będzie podłoże - glina, ale skoro tak miałoby być to dlaczego sąsiedzi, których grunt wygląda identycznie, kładą rurki w ten sam sposób (byli nawet obecni jak zakładałem drenaż) i u nich woda płynie od chwili zakopania jak szalona i drenaż spełnia swoją funkcję bardzo dobrze?! Kto jest w stanie mi to wyjaśnić?

Do drenażu terenów, w których jest glina są specjalne rurki drenarskie w oplocie z włókna kokosowego. Tak, są, ale skoro woda nie leci nawet po nakłuwaniach gruntu, gdzie woda jest wprost nad rurką to jaki ma sens kupowanie kilkakrotnie droższej rurki w jakimś oplocie? Wg mnie to kolejny chwyt marketingowy - tak jak z rynnami.

Dopóki nie nauczę się robić działającego drenażu, nie ma sensu myśleć o drenażu opaskowym całego domu.

Relacja fotograficzna

Zdarzało się, że wyglądało u nas właśnie tak!

Dlatego wykopaliśmy drenaż.

Rurę owinęliśmy geoowłógniną, specjalną do drenażu.

Później spróbowaliśmy układać gołą rurkę, wg instrukcji sąsiadów, którzy w taki sam sposób odwadniają swoje podwórka.